Relacja z podróży poślubnej na Santorini


GŁÓWNA, PODRÓŻE / poniedziałek, Listopad 26th, 2018

Na naszą podróż poślubną wybraliśmy Santorini ze względu na te przepiękne białe budynki z niebieskimi kopułami. Chyba nikomu nie trzeba tego miejsca przedstawiać. Wspomnę tylko, że Santorini jest niewielką wysepką Greckich cyklad. Jest znana właśnie ze względu na piękne biało-niebieskie budowle. To był nasz pierwszy, wspólny wyjazd za granice, dlatego postawiliśmy na biuro podróży. Na dzisiaj relacja dzień po dniu z naszej podróży. Może ten post okaże się dla Ciebie ciekawy lub przydatny a dla Nas zostanie jako pamiątka 🙂

Dzień 1

Wyjazd do Santorini trwał 7 dni. Jadąc z biurem podróży trzeba brać pod uwagę, że pierwszy i ostatni dzień to dni podróży więc tych dni tak na prawdę jest 5. Nam udało się jeszcze pierwszego dnia spędzić na Santorini trochę czasu, bo z Warszawy wylecieliśmy o 7 rano a już po 10 (czasu lokalnego) byliśmy na miejscu. Zatrzymaliśmy się w hotelu Alia w Kamari. To niewielki hotel z basenem. Jeśli wybierasz się do tego hotelu to koniecznie napisz do mnie (Najlepiej na Instagramie @aleksandragustaw.pl, bo hotel ma kilka wad na które dobrze przygotować się przed wyjazdem, ale ogólnie polecam. Pierwszy dzień spędziliśmy na odpoczynku po podróży przy basenie a potem na orientacji w terenie, podziwianiu morza i plaży (żwirowej, powulkanicznej)

Dzień 2

Przed wyjazdem zaplanowaliśmy dokładnie naszą podróż. Oczywiście nic z tych planów nie wyszło jak zawsze. Wstaliśmy wcześnie z silnym posanowieniem, że przejdziemy się spacerkiem do stolicy Santorini czyli Firy. To niezbyt duży odcinek, 7-8km. Nie wzięłam jednak pod uwagę tego, że wyspa nie jest całkiem płaska a spacerek będzie w górę, w dół, w góre, w dół. I tego, że może być upał. I tego że mam beznadziejną kondycje a jak jest mi za ciepło to najchętniej nie ruszam się na metr. Z naszego spaceru pozostał tylko zaliczony kilometr a my finalnie skończyliśmy na obiedzie w tawernie przy plaży i na plażowaniu na leżakach pod parasolami z liści do późnego popołudnia. Znalazł się też czas na kąpiel w słonym, ciepłym morzu <3 Na tym lenistwo się nie skończyło, bo kolejne godziny spędziliśmy na hotelowych leżakach z książkami w rękach. Także dzień total leżak też zaliczyliśmy! Za to w nocy… Akurat trafiliśmy na pełnie a to dla Greków super okazja na nocne imprezy. Wcześnie chodzimy spać ale tego wieczoru muzyka była tak czarująca, że postanowiliśmy jednak przejść się do centrum Kamari gdzie na placu Grecy grali muzyke na żywo a dzieci tańczyły Zorbe. Wspaniałe przeżycie. Nocne spacery umilają Cykady. A „cykady na Cykladach” to niezwykle piękna muzyka.

Dzień 3

Tego dnia wstaliśmy przed 5 rano. Za oknem świecił przepiękny księżyc w pełni a my zbieraliśmy się na wschód słońca który na Kamari o tej porze roku wypadał około 7;15 czasu lokalnego. O słynnym zachodzie słońca w Oia napisze później, ale już w tym miejscu wspomnę o wschodach. Budzące się słońce ma w sobie niesamowitą magię i ciągnie nas do wschodów bardziej niż do zachodów. Na pewno ma to związek z tym, że w takich miejscach zachody słońca oglądają tłumy a przy wschodach słońca jesteśmy sami… Nie licząc napotkanych kumpli czyli w tym przypadku dwóch psów, które chodziły za nami krok w krok po plaży 😀 Resztę tego dnia spędziliśmy znowu na plaży, ale w większości kąpiąc się w morzu. Cyklon nad cykladami nie narobił szkód na Santorini, ale narobił fajne fale 🙂

Dzień 4

W końcu czas na konkretne zwiedzanie! Ten dzień był nieco chłodniejszy. Słońce nie było tak intensywne a temperatura nie przekraczała 22′ więc zdecydowaliśmy się na nasz zaplanowany spacer. Do stolicy mieliśmy ponad 7km i do sąsiadujących miasteczek kolejne 2-3km. Spacer w pierwszą stronę był przyjemny i w końcu zrozumieliśmy czemu Santorini jest nazwane wietrzną wyspą. Bez czegoś na głowę to zabójstwo dla zatok! Zwiedzaliśmy Fire, Firostefani i Imerovigli. 3 położone niedaleko siebie miasteczka napakowane białymi budynkami, wąskimi uliczkami i dużą ilością sklepów z pamiątkami, galerii i restauracji. Piękne miasteczka, warte zobaczenia, ale to jeszcze nie było to po co tam przyjechaliśmy. Droga powrotna nie była już tak przyjemna a zmęczenie dawało o sobie znać. Po 20km padliśmy spać w bólach 😀

Dzień 5

Ten dzień był dniem lizania ran. Zakwasy i nadwyrężenia nie dały nam zbyt wiele zrobić, ale i tak żałuje że tego dnia nie wyszliśmy chociażby na leżaki basenowe. Cały dzień spędziliśmy na leżeniu w pokoju i oglądaniu bajek. W tym miejscu kilka przydatnych uwag. Espadryle to nie są dobre buty do chodzenia! 20km, praktycznie w góry. Nie! Stopy umierają! Noś wygodne buty, nie bądź mną. Przed wyjazdem na którym zamierzasz dużo chodzić a na codzień masz siedzący tryb życia zadbaj o swoją kondycje! Nie przeceniaj swoich możliwości (Właściwie zadbaj o to nawet bez wyjazdów.) Z tego dnia nie mamy też zdjęć, ale wstawiam kilka detali.

Dzień 6

Wynajeliśmy quada. No nie powiem, było trochę sprzeczek, bo ze względów finansowych trochę nie byłam pewna czy warto. Teraz wiem, że warto 😀 Przejechaliśmy całe Santorini od Akrotiri aż po Oia. Na drodze na latarnie morską na samym skraju wyspy warto zatrzymać się przy huśtawce z widokiem na morze i wyspe. Droga z Akrotiri do Oia zajmuje niewiele czasu. Zachecam więc do licznych postojów. Oia była tym czego oczekiwałam po Santoroni. Przepiękne białe miasteczko, luksusowe a jednocześnie bardzo przyjazde. Pod koniec września bez problemu można znaleźć tam intymnw miejsce na zdjecia. Czekaliśmy na słynny zachód słońca. Niestety tego dnia niebo było zachmurzone i nie było efektu wow. Za to oświetlone Oia nocą robi wrażenie.

Dzień 7

Rano przywitaliśmy dzień oglądając najpiękniejszy wschód słońca całego wyjazdu. Ten poranek wynagrodził Nam nieudany zachód słońca w Oia. Wracając do hotelu zaczął padać deszcz i za kilka chwil pojawiła się tęcza. Ten widok towarzyszy Nam przy każdym wspominaniu naszego wyjazdu. Ostatni pełny dzień spędziliśmy na spacerach po Kamari. Chodziliśmy po plaży, po sklepach z pamiątkami, po tawernach. Próbowaliśmy greckich przystawek a potem przyszedł czas na pakowanie, ostatni wieczorny spacer i ostatnią noc na Greckiej wyspie. Następnego dnia zjedliśmy śniadanie i po wymeldowaniu pojechaliśmy na lotnisko a potem do domu <3

Od wyjazdu mineły prawie 2 miesiące a Nam coraz bardziej brakuje Grecji. W planach na następny rok mamy Włochy. Tylko nie wiem czy nasza kiełkująca miłośc do Grecji nie zaowocuje powrotem tam już w następnym roku. Jednym słowem – polecamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *